W oddali słyszę szept Twych ust,
w półmroku widzę Twą twarz,
wychodzisz z mgły jak zjawa ta
i już ze strachu nie wiem sam
czy ja, to ja?
Wydajesz krzyk przeraźliwy jak potwór
z horroru, z Twych ust wypływa
szlachetna krew.
Zaraz mnie chwycisz, udusisz, roztrzaskasz
strawisz mój mózg i serce me!
I zostawisz mnie konającego,
skazanego na śmiertelny kres
już ciało me cuchnie i nawet
nie dotknie mnie kulawy pies.
|